logo strony

Miłość

Stworzenie relacji opartej na miłości i szacunku - tak bardzo upragnionych atrybutach, często pozostaje w sferze marzeń. Po okresie zakochania, gdy zmienia się biochemia w mózgu, czyniąc z człowieka w pewnym stopniu marionetką jego własnych procesów chemicznych, przychodzi moment, w którym zdarzenia rzeczywiste przeczą wyobrażeniom. Z uwagi na fakt, iż zdecydowana większość osób boi się samotności, każdy niepokojący sygnał – jak niezrozumiałe zachowania partnera, uważa za chwilowe zdarzenie, incydent, nieistotny szczegół. Z jednej strony zakochanie sprzyja dobieraniu się w pary i wydawaniu na świat potomstwa, dzięki czemu gatunek ludzki trwa. Z drugiej strony idealistyczne wizje bycia z wymarzonym partnerem, aktywują wyidealizowany obraz stworzony w wyobraźni, do którego osoba zakochana stara się dopasować model rzeczywisty, często z opłakanym skutkiem. Czy istnieje więc możliwość, szansa, nadzieja … na stworzenie relacji która ma szansę zaspokoić potrzeby obojga, przetrwać , rozwijać się, trwać i wzmacniać się.

Jesteśmy produktami naszych własnych wielopokoleniowych systemów rodzinnych. Uwarunkowani przez wczesnodziecięce doświadczenia, tworzymy relacje wyłącznie w oparciu o wiedzę zgromadzoną w naszych mózgach. Wchodzimy w relacje z ludźmi, wyłącznie w granicach własnego „poznania”. Nasze struktury mózgowe, aktywują dyskomfort w relacji interpersonalnej zawsze wtedy, gdy istnieje niezgodność wzorca relacyjnego zapisanego w mózgu, z rzeczywistym obiektem. I tutaj czai się największe niebezpieczeństwo. Gdy matka lub ojciec, w okresie dzieciństwa stworzyli w dziecku obraz określonej relacyjności (w tym: sposobu okazywania uczuć, wyrażania bliskości, komunikacji i innych) dokładnie taki partner będzie nas „pociągał”, z dokładnie takim partnerem będziemy czuli się komfortowo. Nie znaczy wcale, że dobrze, szczęśliwe, radośnie, lekko, znaczy – dokładnie tak samo jak w rodzinie pochodzenia. Już przy pierwszej interakcji – następuje podświadome porównanie wzajemnych wzorców, gdy są „kompatybilne”, partnerzy są zachwyceni swoją idealnością, doskonałością. Doskonałością, która trwa do pierwszej trudnej życiowej sytuacji. I choć uczymy się w procesie życia i dokonujemy określonych korekt w naszym sposobie myślenia. Brak rzeczywistej pracy nad sobą i wzorcami z okresu dzieciństwa, sprzyja wyborom, które z perspektywy całego życia bolą. I są nieustającą kontynuacją rodzinnej tragedii.

Niskie poczucie własnej wartości połączone z kulturowym spostrzeganiem osoby ze względu na jej płeć, wiek, zasoby, może aktywować zachowania, które na początku relacji zabarwione będą – zwyczajowym „kłamstwem”. Choć nie jest to kłamstwo z premedytacją, są to działania, których celem jest taka autoprezentacja, która choć ociera się o prawdę, w procesie całego życia prawdą nie jest. Tak bardzo jako ludzie boimy się być autentyczni, być sobą, tak bardzo boimy się prawdy o nas samych, że jesteśmy w stanie tworzyć mity, w które zaczynamy wierzyć sami, a które mają jeden cel, pokazać partnerowi, iż jesteśmy idealnie wkomponowani w jego wyobrażenia. I choć porównując do szklanki z płynem, wewnętrznie jednostka czuje się prawie pusta, kreuje się na kogoś, kto jest „pełny” . Gdy dwie osoby stosują taką taktykę, tworzą nierzeczywisty obraz osoby, na której będzie można polegać, ponieważ ona prezentuje się tak jakby była pełna zasobów, których mi akurat brakuje. Takie przelewanie z pustego w puste, na początku relacji, tworzy iluzję całości. Do czasu pierwszej trudnej sytuacji, lub zdarzenia, gdy oboje wyciągają ręce po wsparcie, przeżywając pierwsze potężne rozczarowanie. Ufając sobie i drugiemu człowiekowi, uzewnętrznienie siebie z szacunkiem dla własnej unikatowej indywidualności, tworzy rzeczywistą możliwość zbudowania relacji opartej na akceptacji człowieka. Jesteśmy doskonali w swojej niedoskonałości i to jest w człowieczeństwie najpiękniejsze.

Nierzeczywiste postrzeganie „miłości”, czym ona jest dla niego czy dla niej. Miłość, każde z nich patrzy na to uczucie z zupełnie z innej perspektywy. Miłość postrzegana jest przez jednostkę w kategorii jej doświadczeń, wyobrażeń i marzeń, naturalnie, że odmiennie od drugiego człowieka. Nierzeczywiste postrzeganie miłości, sprawia, że staramy się znaleźć w początkowej fazie relacji „dowody”, że partner spełnia nasze bardzo subiektywne kryteria, całkowicie pomijając konkretne zdarzenia, rzeczywiste wydarzenia, które przeczą wyobrażeniom. Z perspektywy czasu, każda z osób która doświadczyła rozczarowania w relacji, potwierdza, iż tak, określone zachowania negatywne były bardzo widoczne, lecz lęk przed samotnością i inne czynniki aktywowały mechanizm obronny jak wyparcie, z opłakanymi skutkami na przyszłość.

Partner da ci dokładnie to, o czym myślisz, że na to zasługujesz. Jeżeli masz wysokie poczucie własnej wartości, a opiekunowie obdarzali cię miłością i wsparciem, jesteś szczęściarzem, dokładnie taki partner stanie na progu twoich drzwi. Jeżeli doświadczyłeś, doświadczyłaś chłodu emocjonalnego, agresji, lub emocjonalnej przemocy, dopóki nie przepracujesz źródła własnych przekonań, doświadczysz ich ponownie. Jesteśmy uwarunkowani na szczęście, lub nieszczęście, dopóki nie uświadomimy sobie, iż partner zawsze uzewnętrzni to, czym nasiąkliśmy w okresie dzieciństwa. Dotarcie do źródła własnego warunkowania jest procesem, który warto w sobie odkryć, mimo emocjonalnego dyskomfortu, gdyż stworzenie świadome własnej tożsamości w oderwaniu od warunkowania rodziny, daje dopiero gwarancję spełnienia i miłości.

Gatunek ludzki trwa, ewoluujemy w rodzinach, relacjach, jako jednostki, pragniemy więcej. To co 50 lat temu było normą, dzisiaj zaczyna być postrzegane jako zachowanie patologiczne (choćby karanie przez bicie dzieci). Ewoluujemy w kierunku pragnienia zaspokojenia naszych emocjonalnych potrzeb, coś o czym nie mówiły nasze babki. Matki, nie przywiązywały do tego zbyt wielkiej wagi, a dla współczesnych młodych kobiet, adekwatne werbalizowanie emocji, i zaspokojenie potrzeb emocjonalnych, staje się czymś bardzo ważnym.

Wiara w miłość nie musi opierać się wyłącznie na pięknie w wyreżyserowanych bajkach. Jest w tobie i we mnie, jest w każdym od kołyski aż po grób, i każdemu z nas ona przynależy. Celowo nie pisze, że zasługujemy na miłość. Bo na to uczucie zasłużyć się nie da, każdy kto tak myśli, uzewnętrznia niskie poczucie własnej wartości. Miłość jest a zaczyna się w nas samych.

Gdy pokochasz siebie, gdy poczujesz własną wartość, gdy zaakceptujesz swoją unikatowość, gdy spojrzysz na siebie i powiesz, jestem najlepszą wersją siebie w tej ziemskiej podróży, dążąc do wewnętrznego rozwijania własnych zasobów, dla siebie. Wtedy partner który się tobą zainteresuje, stanie się twoim odbiciem. Tak samo jak ty, doskonały, z poczuciem własnej wartości, zharmonizowany, świadomy – pełen miłości.